z odległości o Edmundzie

Czytam książkę 

IMG1429878053024_64788

 

i mnóstwo w niej, poza szczegółami o nadpobudliwości lub oziębłości, uzależnieniu, psychozach i innych odchyleniach, prawdy o geniuszach. I z nas czytając dzieła genialnych pisarzy, nie przypuszcza ile w nich podłości, wynikających ze stanu urodzenia i/lub chorób psychicznych w pełnym tego słowa znaczeniu. Ile pogmatwanych ścieżek, ucieczek, oszustw, sadyzmu i słabości, nieśmiałości. Ale przede wszystkim niezrozumienia.

gdy czytałam biografię Coco Chanel 

cocoi napisałam na DTS’ach, że szlag mnie trafia jak czytam. Bo Coco mendowata była na codzień. I wtedy Roberta napisała, że WIELKICH i GENIUSZY  cechuje ten sam rys. Wkurzania – bo nie znajdują zrozumienia u maluczkich.

Wtedy zrozumiałam dlaczego nie mogłam dokończyć biografii Napoleona i porzuciłam historię lekarza psychiatry, który wyleczyl Adolfa H.

Geniusz musi być ekscentryczny. 

„Inteligencja jest jedną z najważniejszych zdolności naszego umysłu, bo od niej zależy to, jak trafnie i jak szybko reagujemy na zmianę sytuacji. Osoby o wyższym współczynniku możliwości poznawczych działają lepiej i szybciej się dostosowują do zmienności otoczenia. Jednak wcale nie żyje im się łatwiej. – Z wysoką inteligencję wiąże się też wnikliwość poznawcza i krytycyzm, a przecież ludzie krytyczni i wnikliwi nie zawsze są dobrze oceniani i tolerowani. Bywają dosyć uciążliwi w funkcjonowaniu społecznym, zazwyczaj nie robią szybkich karier – mówi prof. Nosal.”

Tiaaa…..

Edmund jest geniuszem biznesu. To pewnik.

Usiadłam w Browarmii na końcu tarasu by nie przechodziły koło nas tłumy gości tudzież korowody kelnerskie. Widziałam go z daleka i pomachałam. Dotarł ze sprzętem tenisowym gdyż był wybierał się na Warszawiankę pograć o 20-tej.

- i dlaczego pani siadła tak daleko? – to na dzień dobry

- i na co mnie pani zaprosiła? – to następne z serii „jakim jestem skurwysynem, ale i tak fajnym”

I dowiedziałam się, że to piwo, to  licencja poetica była, której ja nie pojęłam a oznaczała ni mniej ni więcej niż – „fuck you and thank you” i że piwo pił wieki temu w Nepalu. 

Potem 2 godziny opowieści o sobie samym i swojej rodzinie. Między zdaniami wtręt o koneksjach w wysoko postaniownych kręgach lub znanych prawnikach. Poczułam się jak na dywaniku u Don Corleone, który mi pogroził palcem, że gdybym kiedykolwiek, komukolwiek powiedziała o jego przekrętach, to go nie wsadzą.

Byłam nadzwyczaj miła, śmiałam się gdy trzeba było, zadawałam pytania pomocnicze. Dzwonił Pan A by się dowiedzieć jak mi idzie. Oddzwoniłam po zapłaceniu rachunku gdy dotarłam na przystanek autobusowy.

Majka nie mogła uwierzyć w moją opowieść. A ja cóż – uwolniłam się od demona. I dziś jestem spokojna. 

Mój spokój bierze się ze wsparcia Pana A, Majki, z bycia na Dworcu, z pozytywnego myślenia o sobie. Chociaż łatwo nie jest. 

Geniusz nie obłaskwiony. Ja zostałam sobą. Czas na kolejne bitwy.

 

Opublikowano Dlaczego? | 2 komentarzy

złożone skrzydła

głupia byłam, że nie pożegnałam się od razu z Edmudnem, w ubiegłym tygodniu.

Dzisiaj praktycznie ostatni dzień roboczy.

Pomimo dobrych wieści zdrowotnych – spadku wagi, idealnych wyników tarczycy, zabiegów na ciało, to moje skrzydła się złożyły.

To oczekiwanie jak na wyjście z więzienia. Plusów dodatnich mnóstwo, budujących coraz większą moją nieskromność. Że jedyna pani dyrektor, która odpisuje na maile i słucha i działa. Że ze mną mieli ludzie nadzieję na normalizację. Czyli to wszystko o czym z Edmundem rozmawiałam rok temu. Bo takie miał plany.

Skrzydła moje jutro  rozprostuję, przestanie mi się w głowie kręcić, herzklekoty pójdą precz.

Słucham zetki gold. Pod skórą odwodnienie.

 

Opublikowano Bez kategorii | 3 komentarzy

Brak stanu skupienia

Nie mogę się skupić. Myślami już jestem w łykendzie lub w piątku. W piątek oddaje telefon, sprzęt IT, samochód, kartę wstępu do biura. Wypuszczam krótkie pożegnalne maile.

Dzisiaj czuję się zdecydowanie lepiej. Spokojniej.

EDMUND (autor Królowa AC)
Zdaje mi się, że widzę… gdzie?
Przed oczyma duszy mojej.
 
Methinks, I see… where?
- In my mind’s eyes.
 
Od zawsze wiem, że Tadek traktuje ludzi zgodnie ze swoimi oczekiwaniami, a nie zgodnie z ich możliwościami i rzeczywistością. I złoszczę się na niego i
opieprzam. Aż tu dziś, zdałam sobie sprawę, że ja robię, wobec niego,
dokładnie to samo. Patrzę na niego i widzę tego, kogo chcę widzieć, a nie
jego. Dlatego, że chcę, żeby człowiek, od którego zależę w jakiś sposób, był taki, a nie inny.

A on jest sobą. Patrzę na to, co robi, i muszę wnioskować. Pierdolił do
mnie i do Ciebie, Jadzia, na Ciebie, Fifi po to, żeby Cię Fifiu przygotować
na cios i żeby nie dostać w gębę Twoimi emocjami i zawodem. I ja się dałam w to wmanipulować, udało mu się.

Otacza się ludźmi, którzy w kontakcie dają mu zwrotki, że jest wielki. I
nie chodzi o jeden rodzaj emocji zwrotnej, ale o jej siłę. Lęk Bąka,
uniżoność Fruncka, Twoja zależność, Jadziu, Twój początkowy zachwyt, Fifiu, opór i walka Magdy, podziw i nieszczery szacunek Adama – to są potrawy dnia.
I wiem, ze moje dni są policzone, bo już nie patrzę z miłością, a bać się
nie bałam nigdy.

Poza tym wielu rzeczy kompletnie nie ogarnia i nie ma bladego pojęcia, co z nimi zrobić. Rozpaczliwie potrzebuje pomocy, o którą nie potrafi poprosić.
Wkurwia się wtedy na tego, który powinien, jego zdaniem, mu pomóc, że go o to nie prosi. I z tego strachu napierdala. Oraz ze strachu przed gorszością.

W jego braku działania nie ma idei, pomysłu. To zaniechanie nie jest w celu, tylko z powodu. Z powodu niewiedzy, co ma zrobić. I, z tego powodu, nie zrobi nic. Sam nie wie i nie weźmie czyjegoś pomysłu. Stoimy.

Moja odpowiedź:

I żal, ze kryje się za fasadą „opieki i odpowiedzialności” za 700, powiązanych z jego istnieniem, żywotów. Jego żal do siebie samego.

Matko jedyna, usiłujemy ratować Imperium, którego Cesarz gibie się w tańcu św. Wita na szczycie Łuku Triumfalnego, który za chwilkę runie.

Po czym schodzi ze szczytu, zamyka się w namiocie i udaje, że strategię buduje i przesuwa żołnierzy na mapie.

Moja bitwa przegrana. Ja się prędzej czy później otrzepię z kurzu.
Jego wojna z jego czarną doopą jest klęską.

Bardzo mi przykro. Przy mnogości i wielkości plusów dodatnich, to jedno uczucie, że mądrzy, zdolni, gotowi do działania i wsparcia się nie przebiją .

Przed oczyma duszy swej, każda z nas widzi nowoczesną, sprawna grupę kapitałową, której Twórca nie stosuje mikro managementu, ale ma WIZJĘ.
Wizję – nieskładającą się z podpierdolenia ZUSowi czy Skarbowi Państwa paru
złotych, z generowania zysku z działań z natury swej non-profit, tylko wizję, na którą składa się przyznanie się do niewiedzy i braku umiejętności i DOPUSZCZENIU i odpuszczeniu. Co dla nie go oznacza NIE BYCIE DEMIURGIEM.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

odurzający zapach bzu w gratisie

bezDon Antonio odwołał tui na gdyzalebowiem zapomniał, że zona jego osobista miała urodziny wczoraj. Jesteśmy umówieni na jutro. Musi mnie znowu zgrillować bym mogła ruszać rękami i oddychać pełną klatką z piersiami :D

Jak miło dotrzeć do domu, w którym moi trzej panowie mnie witają. Pan A w nowym t-shircie, który był odkrył w szafie i kiedyś sam sobie nabył drogą kupna.

Chlipnęłam sobie w jego towarzystwie w sypialni, przy okazji pogaduszki o dniu co mijał. I zrobiło mi się lepiej. Bo nie ma to jak czasami zęby jadowe wystrzykać i odwodnić się oczyszczająco. Pan A po wyprawie rowerowej z Miśkiem, bez napięcia na twarzy i z uśmiechem.

Po spożyciu kolejnej porcji porcji uderzeniowej diety z indykiem i lekkim wiosennym  miszmaszem, poszłam do spółdzielni na dyżur. Się nie przemęczyłam ponieważ czytałam książkę. Jakoś po 18-stej wpadła Kaśka z planu zdjęciowego ( jest scenografem) i chwilkę się wymieniłyśmy zdaniami różnymi.

Jadąc na lipolaser i elektrostymulację, w stronę zachodzącego słońca słuchałam



i poczułam się 30 lat młodsza. Ech…..

A wieczorem w gratisie wielki plus dodatni – zapach bzu pod domem, uderzający w spokoju i ciszy o 20:45. :lol:

Dla takich gratisów warto wychodzić z domu :-P i dziś zabieram Pana A na spacer wieczorny!

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Łykend ów lub ufff

Łykend zaczęłam w czwartek o godzinie 13:30 gdy wyszłam z Wieży Wariatów i podążyłam do domu by oddać się don Antonio. Nie żeby to tamto – oddałam się w jego ręce z wyciem bolesnym na 2 godziny. Masował mnie po chińsku czyli tui na. Aż mogłam swobodnie oddychać i się ruszać.

Piątek był legwanem co się zowie. Spaliśmy do 10-tej. Leniwe siandanko, jakiś obiad spreparowałam, miedzy burzami udało nam się na spacer iść z Panem A.

20150501_131303

Po raz pierwszy w życiu spacerowałam nad Wisłą po jej prawym brzegu, bo dzikszej i pięknej części między Mostem Łazienkowskim a Poniatowskim i  jej pięknym plażami do Mostu Śląsko-Dąbrowskiego.  Powietrze czyste, pachniało kwitnącymi drzewami i kwiatami polnymi. Ptaki śpiewały, tłumów nie było.  I cudowny, spokojny oddech z Panem A. Jasinek od 11-stej do 18-stej na rowerze z Filipem po Białołęce. Misiek w domu, z lekko bolącą głową, z laptokiem i książką.

W sobotę bieg z przeszkodami. Zaczęło się od 08:15 kiedy to Auchan dostarczył nam zakupy zamówione z dostawą między 11-stą a 13-stą. Pan A i ja w piżamach. Misiek też wstał.

Potem siły skomasowane na szybkie zakupy pieczywa, mięsiwa i warzyw. By od 10:30 w spokojnych długich ruchach oddać się mezoterapii bezigłowej, laserowi na brzuch i elektrostymulacji na ciało, której to efektem jest kolejny spadem wagi. Niezmiernie mnie cieszący. W tym czasie Pan A zawiózł i przywiózł Pierworodnego na lekcje gitary – podwójną, kupił bilety na „Kingsman The Secret Service” .

Na szybko do Arkadii – po sokowirówkę, której użyłam wczoraj do super koktajlu – 2 jabłka, 1 cytryna i pęczek natki z pietruszki. Mniam. Pychota.

W Arkadii zamówiłam „Siódmy milion” Tom Segev’a i kupiliśmy z Panem A mnóstwo książek….. tiaaa…. mam co czytać na urlopie po Wieży Wariatów. I udało mi się nabyć 3 t-shirty dla Pana A. Bo koszulki polo to muszę specjalne polowanie uskutecznić.

W niedzielę już mnie troszkę nosiło. Kuringiem się zajęłam od rana. Moi panowie wstali na tyle wcześnie, że zdążyliśmy na 11:30 do kościoła. Obiad wydałam z zupą moją dietetyczną, którą nie byli zachwyceni. Ale zjedli. Na drugie w nagrodę mieli gnocchi, karkówkę i pierś z kaczki z patelni grillowej, brokuły na parze z parmezanem i sałatę w sosem cytrynowym.

Spacer wczoraj uskuteczniliśmy po parku Skaryszewskim. Zaczął się niefajnie od wielkiego napięcia we mnie i w Panu A. Od pretensji o plany wakacyjne, niewypowiedziane, ale podskórne, obrzydliwe. Aż zaczęłam wyciągać z męża to co go gnębi i niepokoi. Przegadaliśmy plan. Wróciliśmy spokojniejsi i dotlenieni.

Na kolację przygotowałam im zielone szparagi z masłem, wątróbkę drobiową z czerwoną cebulą, jabłkiem i balsamico, z patelni. A sama jadłam indyka z miszmaszem kapuściano-cebulowo-paprykowo-pomidorowym na odchudzanie. Ja pierdzielę. A muszę jeszcze tyle masy zrzucić, ze nie wiem kiedy na rzeźba będzie. 8-O

Wieczór z „Ranczem” i „Krwią z krwi”. Oraz „Podróż do miasta świateł. Róża z Wolskich”, która mnie ukobieca po wyczynach szpiegowskich z Danielem Silvą. Ech….

Dzisiaj nie mogę się skupić w Wieży. Jeszcze mecenas Pierdzioch dzwoni w sprawie faktur – chyba Edmund nie powiedział, ze ja już nic a nic nie mogę, ale nie wyprowadzałam go z błędu. To nie moja rola.

Anyway weekend vel łykend ów i ufff – potrzebny był.

 

Opublikowano Bez kategorii | 2 komentarzy

Ostatni samuraj – czyli o tym jak miałam rację

Ostatni-Samuraj

To nie tak, żebym się porównywała do Katsumoto  (Ken Watanabe) czy Kapitana Nathana Algrena ( Tom Cruise), ale sytuacja jest na podobie.

Cóż można powiedzieć o Wieży Wariatów, Imperium zbudowanym przez Edmund Plastra.

Fantastycznej firmie, zatrudniającej 700 osób, w mniej lub bardziej legalny czy przejrzysty podatkowo i ZUSowo sposób. Generującej zysk z procesów, które z założenia są non-profit. W trybach, której owych 700 pracowników w mniejszym lub większym stopniu bierze udział w nie do końca legalnym procederze.

W porównaniu z firmami Juniorka, które były transparentne i naprawdę legalnie prowadziły biznesy, nawet ze stratami, to Wieża Wariatów jawi się jako organizacja prawie przestępcza. I przypomina sycylijską Cosa Nostrę, może z wyjątkiem cichszym lub głośniejszych mokrych robót.

Największym zarzutem Edmunda wobec moje osoby była moje legalistyczna postawa.

Rok temu w maju zaczęłam się spotykać z Edmundem. I MIAŁAM RACJĘ, mówiąc mu, że nie chcę z nim pracować gdyż on stosuje „PARAGRAF 22″.

Szereg plusów dodatnich dostrzegam:

  1.  kolejna polska grupa kapitałowa na moim koncie
  2. mega doświadczenie z mikro managementem w polskim wydaniu
  3. złożone zjawiska w dwóch płaszczyznach – tej rzeczywistej i tej fasadowej
  4. wielki intelekt Edmund Plastra, z którym przez pierwsze 4 miesiące miałam ogromną przyjemność w obcowaniu
  5. poznałam Parysa Trafanka i jedną z najlepszych polskich firm doradczych.
  6. mogłam odnowić znajomość z Billym
  7. wspierała mnie Królowa AC
  8. poznałam kilkoro fajnych, pozytywnych ludzi
  9. umocniłam się w wierze we własne siły i mądrość
  10. Pan A jest ze mną i stoi za mną. Powiedział, że lepiej żebym zmieniała pracę niż siebie. BEZCENNY dar dla mnie.

O plusach ujemnych nie piszę. Strawię je po cichu, wypocę na rowerze i siłowni. może je kiedyś opiszę. Teamleadera, Edmunda z podniesionym głosem, mecenasa  Pierdziocha – donosiciela, innych, którzy kryją Edmunda. Czy bycie obserwatorem i posiadanie wiedzy o przestępstwie nie czyni ze mnie współuczestnika owego?

 

Opublikowano Bez kategorii | 2 komentarzy

co powiedział Pan A

- cieszę się, że zmieniasz pracę a nie siebie! – powiedział mój mąż ulubiony.

 

I jeszcze dodał, że zaciśnie zęby i posiedzi w korporacji. W przyszłym roku 20-lecie jego pracy, zawsze jest to nagroda w postaci 2 pensji extra, w listopadzie 13-stka, deputaty kosmetyczno-chemiczne raz na 2 miesiące, karty płatnicze zamiast bonów do sklepów.

jego wczorajsze spotkania nie rzucają na kolana. Niewątpliwie były mu potrzebne do zwentylowania emocji anty korporacyjnych. Dziś ciąg dalszy spotkań. Tym razem na miejscu.

Ja biorę się za wygładzanie cv po angielsku i po polsku oraz napisanie listów motywacyjnych. I wysyłkę w świat. 

Wsparcie Dworcowianek udzielone Panu A i mojej nieskromnej osobie – bezcennym darem jest. Dziękuję.

Opublikowano Bez kategorii | 3 komentarzy

pożegnanie z Wieżą Wariatów

Edmund Plaster uwolnił mnie od siebie. Jestem jeszcze parę dni i nie muszę tu przychodzić.

chyba muszę wziąć coś na serce w domu. z lekka się telepie. bo emocji moc.

teamleader został Managerem Administracji.

Edmund nie może ze mną pracować choć ze mną sympatyzuje.

Pan A w drodze o pracę dzisiaj.

Ja od jutra muszę się rozpuścić w sieci z wersją angielską cv.

Czyli kumulacja.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

imieniny Marków

 20150425_160248 20150425_160254

Sobota była do południa w kurcgalopach.  Dostawę z Tesco odebrałam w piżamie :oops: , Pan A się przebrał :mrgreen:

Misiek na 11-stą na próbę zawieziony, my po kwiaty pod Halę Mirowską, prezenty dla Marków, pieczywko i chinola dla syneczków, gdyżalebowiem nie było czasu na kuring. Był washing -praning i wieszaning.

Do Marków na 13-stą do Józefowa. A tam wujek Andrzej z ciotka Baśką, której została połowa i na dodatek z trudnościami w chodzeniu.

Na zdjęciu Moja Alunia z Ewą, narzeczoną Małego Mareczka. Obok Pan A w dyskusji z paniami naprzeciwko. Ewa jest urocza i ciepła, Mały Marek jest misiaczkiem moim, z którym jeździłam na spacery gdy był niemowlakiem.

Ewa i Marek – uzgodniliśmy, że czytam „Hymn o miłości” z listu do Koryntian na ich ślubie i wesprę ich w urządzaniu kuchni i mieszkania w ogóle.

Wielkim plusem owych imienin były opowieści wujka Andrzeja o naszej rodzinie. Bezcenne. Na oddzielny wpis.

Brat Aluni, Maciuś, niezmiernie rozczarowany nieobecnością Jaśka, odmówił współpracy i prawie nic nie zjadł. Alunia – słodka jak zawsze.

To były dobre imieniny, bez bicia piany młotkiem przez Wielkiego Brata w sprawach politycznych i ekonomicznych oraz antysemickich wypowiedzi. Ufff…. kamień z serca.

Była Pani D. z mężem Michałem (lat 84). Pani D. zawsze w kapeluszu albo czapce siedzi przy stole, bo podobno jest na czubku głowy łysa. Ale spod czapki/kapelusza długie włosy na ramiona spływają. Plus w czasie obiadu zmienia kreacje. Sernik jadła nożem i widelcem – ale nie deserowym, skądże tym od drugiego dania.  Szanowny Małżonek dorwał moją Bratową Gracusię i zamęczał słowotokiem o pierdach nieprawdopodobnych, aż ciotka Baśka nie zdzierżyła. Jaciękręcę :D

Prowadziłam się dobrze, Pan A popijał z Braciszkiem wódeczkę.

W drodze powrotnej zaliczyliśmy nawrotkę z Wału Miedzeszyńskiego do Mostu Siekierkowskiego gdyżalebowiem pod Stadionem Narodowym ustawiali sprzęt do niedzielnego maratonu Orlenu.

Sobotę uważam za udaną.

 

 

 

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Panie Profesorze!

profesor

Władysław Bartoszewski 1922 – 2015

W Pana osobie odchodzi OSTATNI Z WIELKICH!

Nadzwyczaj przyzwoity, Patriota przez „P”,  Wizjoner, o szeroko otwartych oczach i poglądach.

Bardzo mi bliski z racji przyzwoitości.

Żegnam z żalem  i dumą, że mogłam być uczennicą Pana Profesora.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj